piątek, 13 lutego 2015

Konkursowy OS "Tomasetta vs Leonetta" Autorka Stella Blanco

- Chłopaki przestańcie! - krzyknęłam. León Verdas i Tomas Heredia ciągle się kłócą, ale tym razem zaraz się pozabijają, na razie są tylko dość ostre słowa. Nagle Heredia uderzył Verdasa w twarz. Chcąc ich rozdzielić poleciałam na ścianę i uderzyłam o nią głową.
- Violetta! - krzyknęli równocześnie i podbiegli do mnie.
 - Nic ci nie jest? - zapytał jeden z nich.
- Tak, ale... Kim jesteście?
- Zadzwonię  na pogotowie - odezwał się drugi i odszedł.
- Jestem León, twój chłopak.
- Nie pamiętam cię - odparłam i złapałam się za bolącą głowę.
- Są już w drodze. Pamiętasz mnie jestem Tomas, twój chłopak - zaczęło mi się wszystko mieszać. To ile ja mam tych chłopaków?
- O poważnie?! Człowieku odpuść wreszcie, chyba nie myślisz, że namieszasz jej aż tak w głowie! - krzykną León i wziął mnie na ręce.
- Hola, hola. Puść ją! Jak długo jeszcze zamierzasz mieszać w naszym życiu?! - zatrzymał go Tomas. Już naprawdę się pogubiłam. To z którym ja w końcu chodzę? A może z żadnym.
- Co ci odpierdala człowieku?! Violetta nigdy nie była i nie będzie twoją dziewczyną! Zawsze chcesz nam wszystko zepsuć, prędzej czy później sobie wszystko przypomni i co wtedy zrobisz?! - Zdenerwował się brunet.
- Violetta ty zdecyduj. Ale najpierw przypomnij sobie wszystkie chwile jakie spędziliśmy we dwoje. Kiedy pocałowałem cię pierwszy raz na ławce w parku koło jeziorka, zachodziło słońce. Kiedy tuliłaś się do mnie podczas burzy albo oglądania horrorów. Kiedy zaprowadziłem cię w nasze sekretne miejsce pod wielkim dębem i przysięgłaś mi, że zawsze będziemy razem - powiedział Tomas, ale niestety nie przypominałam sobie, żadnej z tych rzeczy, spojrzałam na Leóna.
- To nie był z nim tylko ze mną. Violetta ufam ci i wiem, że wybierzesz dobrze - odparł León. Nie miałam pewności tylko wrażenie, że to Tomasa kocham. Podeszłam do niego i przytuliłam się. Objął mnie mocno i szepnął do ucha.
- Wiedziałem, że mnie wybierzesz - potem zwrócił się do Leóna - Możesz już iść León. I nie rób więcej z siebie takiego debila, nie wiem jak mogłeś sądzić, że namieszasz jej w głowie na tyle, żeby wybrała ciebie.
- Violetta, on cię oszukuje. Przypomnij sobie proszę - spojrzał mi w oczy. Podjechała karetka i wyszło z niej dwóch ratowników. Przebadali mnie i rzekli:
- Nic ci nie będzie. Pamięć wróci, ale niech najbliżsi przypominają ci poszczególne rzeczy. Głowa trochę poboli i przestanie - uśmiechnął się i wsiadł do pojazdu. Razem ze swoim kolegą z pracy odjechali, a ja podeszłam z Tomasem do jego samochodu. León odprowadził mnie wzrokiem, czułam to. Dojechaliśmy przed dom i weszliśmy do środka. Usiadłam na kanapie w salonie, a Tomas rozmawiał z gosposią Olgą, która opiekowała się mną kiedy rodziców nie było w domu. Amnezja nie obejmowała wszystkiego. Pamiętam, że mama i tata żyją w swoim świecie. Nie zwracają na mnie uwagi, to Olgita jest mi najbliższą osobą, traktuje ja jak ciocię.
 Minął tydzień, pamięć wciąż nie wracała, ale byłam coraz bardziej zamieszana jeśli chodzi o Tomasa i Leóna. Za każdym razem jak natknęłam się na Verdasa chciał mnie przekonać, że to jego tak naprawdę kocham, a ja za każdym razem coraz bardziej w to wierzyłam. Prawie całe wątpliwości straciłam podczas tego spotkania.
- Violetta proszę wysłuchaj mnie - stanęłam i odwróciłam się do niego dając mu znak głową żeby mówił. Zamiast tego wyjął z kieszeni zdjęcie i pokazał mi je. Byłam na nim ja i on. Przytulaliśmy się i śmieliśmy do obiektywu - Teraz mi wierzysz - uwierzyłabym gdyby nie to, że w TELEFONIE miałam takie samo zdjęcie, tyle że byłam na nim z Tomasem. Zamiast mu odpowiadać pokazałam mu fotografię - To Photoshop! - krzyknął - Cholera! Violetta przypomnij sobie wreszcie! Nie mogę bez ciebie dłużej wytrzymać! Proszę cię.
- Przestań León. Jestem z Tomasem, a ty tylko wszystko psujesz.
- Jesteś szczęśliwa? - zapytał. Nie wiedziałam co powiedzieć, w końcu nie byłam do końca pewna swoich uczuć - Zależy mi tylko na twoim szczęściu więc jeśli on ci je daje, to odpuszczę. Musisz tylko powiedzieć, że jesteś z nim szczęśliwa - W tym momencie, za mną pojawił się Heredia.
- Mówiłem ci, że masz się do niej nie zbliżać - powiedział ostro i objął mnie - Violetta zostaw nas na chwilkę samych, ok? Poczekaj w parku na ławeczce - uśmiechnął się. Odeszłam od nich, ale nie poszłam do parku na przeciwko. Schowałam się za rogiem budynku i trochę podsłuchałam o czym rozmawiają.
- Co ty sobie wyobrażasz człowieku! Jesteś jakiś psychicznie chory! Zostaw wreszcie Viole w spokoju! Co chcesz jej powiedzieć jak sobie przypomni?! Co chcesz jej powiedzieć jak Fran wróci z Włoch! Przecież powie jej, że była ze mną, a nie z tobą! - krzyknął León.
- Żeby przypomnieć sobie o tobie musiałaby spędzać z tobą czas. A skoro uwierzyła, że mnie kocha to uwierzy że Fran jest jej wrogiem, i że ciągle kłamie. Przegrałeś León, pogódź się z tym - powiedział spokojnie.
- Jak mogłeś mnie tak oszukać?! - wyszłam z ukrycia wrzeszcząc w stronę Heredi.
- Podsłuchiwałaś?! - chyba się zdenerwował.
- No i dobrze! Przynajmniej już wiem na czym stoję! Oszukiwałeś mnie przez ten cały czas! Jesteś podły! - wykrzyczałam mu prosto w twarz za co oberwałam w twarz tak mocno, że upadłam na ziemię. Przed oczami nie miałam już chłopaków i nie słyszałam co mówią, albo robią. Widziałam za to siebie i Leóna. Siedzieliśmy na ławce obok małego jeziorka. On nagle mnie pocałował. Obraz się zmienił. Teraz leżałam na łóżku wtulona w jego tors, a za oknem szalała burza. Kolejny obrazek przedstawiał nas uśmiechniętych od ucha do ucha. Bawiliśmy się jak dzieci na plaży. Chlapaliśmy wodą, "topiliśmy" się nawzajem, itp. Obrazki zaczęły gwałtownie przyśpieszać, były ich setki. Nagle wszystko zniknęło i znów byłam w ślepej uliczce. Rozglądnęłam się poszukując Leóna, wzrokiem. Zobaczyłam go, ale wcale mnie nie ucieszyło to c ujrzałam. Tomas miał w rękach nóż i chciał przebić mu serce!!! On jest szalony! León trzymał go jak najdalej od siebie, ale nie był w najlepszej pozycji i ostrze coraz bardziej się do niego zbliżało! Chwyciłam jakąś rurkę, którą miałam pod ręką i cicho podeszłam do chłopaków. Z całej siły uderzyłam Heredie, ale nie wiem gdzie, ze strachu zamknęłam oczy. Ktoś mnie przytulił.
- Spokojnie Violetta. Już po wszystkim - powiedział. Spojrzałam w oczy Verdasa.
- Przepraszam. Jak mogłam mu uwierzyć. Jak mogłam o tobie zapomnieć. Ja... Przepraszam León - wydukałam przez łzy.
- Już dobrze. Nie masz za co przepraszać - przytulił mnie do siebie. Podjechali policjanci, najwyraźniej zdążył jeszcze po nich zadzwonić. Tomas poszedł do więzienia, miał 19 lat. Rok później ja i León wzięliśmy ślub, a 9 miesięcy później pojawił się również nasz synek. Do tej pory żyjemy szczęśliwi i kolejne dzieciątko już w drodze. Cieszę się, że skończyło się tak, a nie inaczej.

4 komentarze:

  1. ???
    Co?
    Jak?
    O co chodzi?
    Pokazujesz jak okropne to jest?
    Chyba najgorsze ze wszystkiego co napisałam, ale co tam ;D

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy