środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 12 "To było Twoje dziecko..."

Jorge
Postanowiłem pójść do domu Mechi i Tini żeby sprawdzić jak moja przyjaciółka się czuję. Trochę zmartwiło mnie to jak zaraz po tym gdy poszła z Vicky do łazienki wyszła bo źle się żle poczuła. Właśnie jestem pod ich domem. Zapukałem-nic,d rugi raz-nic, potem wszedłem. Przypadkiem słyszałem rozmowę Mechi przez telefon:
-Tini zrozum... ale ty musisz uważać... tak wiem że tego potrzebujesz ale jest zimno i martwię się o Ciebie... Ale wiesz że musisz to w końcu zrobić....Kochana pamiętasz co powiedział lekarz?...Musisz się oszczędzać i dużo odpoczywać, ciąża to poważna sprawa, a zwłaszcza jej...
-Co Tini jest w ciąży?!-nagle wszedłem do salonu i przerwałem rozmowę Mechi.
-Tini muszę kończyć, uważaj na siebie. Pa!-rozłączyła się i spojrzała na mnie.-Myślę że ona by chciała sama ci to wyjaśnić...
-A gdzie ona jest?
-Na cmentarzu...
Po usłyszeniu tych słów wybiegłem jak torpeda na zewnątrz. Nie wiem dlaczego ale strasznie coś ciągnęło mnie do Tini i mówiło "No szybciej, szybciej, musisz tam być jak najszybciej!". Czułem w sobie coś co kazało mi być teraz przy niej. Dzięki temu że z takim zapałem biegłem na ten cmentarz dotarłem w jakieś 5 minut. To co tam zobaczyłem nie było najlepszym widokiem. Mianowicie zobaczyłem Tini siedzącą na ławce i płaczącą, śpiewała piosenkę którą wymyśliła z Germanem i Angie. Była to jej ulubiona piosenka bo była ich wspólna. Bez wahania podszedłem do niej i położyłem rękę na ramieniu. Usiadłem obok niej i bez żadnych pytań ją przytuliłem. Ona tylko bardzo mocno się we mnie wtuliła i zaczęła jeszcze mocniej płakać. Głaskałem ją po włosach. Gdy trochę się uspokoiła zapytałem:
-Tini ty jesteś w ciąży?
-Byłam...-odparła załamana.
-Jak to?
-Poroniłam...
-Jak? Kiedy?
-Pamiętasz jak wczoraj na pizzy poszłam do toalety a Vicky poszła za mną?
-No tak.
-To ona zaczęła mi grozić że jak się od Ciebie nie odczepię to kogoś na mnie naślę, zwyzywała mnie od suk, a ja się odgryzłam też powiedziałam to co mi na sercu leżało. Wtedy ona kopnęła mnie w brzuch...-wzięła głęboki oddech.-Pojechałyśmy z Mechi do szpitala i tam się okazało że straciłam to dziecko...-znowu się rozpłakała.
-Tini, czyje to było dziecko?-zapytałem nie pewnie. Spojrzała na mnie przez mgłę.
-Twoje... To było Twoje dziecko...-wyszeptała.
Zamarłem. Jak to mogło się stać? Chwila coś mi świta. No tak po imprezie powiedziałem chłopakom że z kimś spałem ale nie wiem z kim, bo ta dziewczyna uciekła zanim się obudziłem. To była Tini...
-Uprzedzę twoje pytanie. To było po imprezie, przespaliśmy się tylko ja rano uciekłam...
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Chciałam... Ale nie mogłam Ci zniszczyć związku... Byłeś i jesteś z nią szczęśliwy. Już na tej parapetówie u mnie kiedy się całowaliśmy coś poczułam...-zaraz Co?!- to dla mnie dużo znaczyło ale ty chciałeś zapomnieć. Potem zacząłeś się spotykać z Vicky i teraz zaręczyny. Wczoraj straciłam wszelką nadzieję więc ci nie powiedziałam. Moje serce pękło wtedy na milion kawałków...-łzy znowu spływały swobodnie po jej policzkach.
-Tini posłuchaj... Dla mnie też to wtedy dużo znaczyło i gdy zobaczyłem twoją niepewność to wiedziałem że tego nie chcesz... Potem zacząłem się spotykać z Vicky żeby zapomnieć, a ty tyle cierpiałaś. Gdybym wiedział to byłoby inaczej... Teraz po tym co ona ci zrobiła nie mam zamiaru tego dalej ciągnąć.
-Czyli? Ty mnie kochasz?-wyjąkała.
-Bardzo.
Ona tylko się uśmiechnęła i mnie pocałowała. Po chwili już siedziała na mnie okrakiem. Całowaliśmy się dziko i namiętnie żeby wyrazić wszystkie uczucia spragnieni swojej bliskości...
Ruggero
Nie wiem co mam zrobić? Kocham Mechi i to bardzo. Ale ona jest taka cudowna. Taka dobra, zabawna, piękna. Te jej brązowe włosy, wesołe czekoladowe oczy, szczupła sylwetka jest wprost idealna. Muszę wymyślić jak nie skrzywdzić Mechi, A może będę grał na dwa fronty?
Lodo
-Xabi do kąt mnie prowadzisz?
-Zaraz zobaczysz.
-Już?
-Tak.-zdjąl mi opaskę z oczu i zobaczyłam molo na którym była pergola w kształcie serca, opleciona różami i światełkami. Nagle Xabi uklęknął i wyjął małe pudełeczko.
-Kochanie jesteśmy razem już prawie dwa lata i bardzo cię kocham. Więc. Lodovico Comello czy uczynisz ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie?-nie wiedziałam co powiedzieć...

================================================
Hejo <3
Ja zła kończę w takim momencie xD
Jak myślicie co odbiło Ruggowi?
Co będzie z Jortini?
Czy Lodo przyjmie oświadczyny i zostanie panią Ponce De Leon?
Nie powiem ;p
Nikt nie wiedział o Lodo i Xabim a ni o tajemniczej sympatii Ruga :D
Jak myślicie kto jest tą dziewczyną ;D
Ten rozdział jest krótki ale nie mam czasu :)
PRZYPOMINAM O KONKURSIE!!!
5 KOMENTARZY(I WIĘCEJ)=NEXT
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!
Bay :*
Blair <33 

Cześć i Czołem!!!

Jak to głupia ja mam wkurzył mnie tamten motyw (chociaż jest piękny) i go zmieniłam xD. Teraz mamy motyw z Rugedes i Jortini <3 Moje 2 ulubione paryy <3 *.* Tak a co do rozdziału OS'a itp. To sorry ja nie mam czasu dzisiaj bo muszę robić prezent dla babci i dziadka xD. Taa to właśnie ja wszystko na ostatnią chwilę -,-.  Przypominam o konkursie!!! Pamiętać prace na blairblanco.blog@wp.pl   Dobra to tyle Bay :*
Blair <33

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 11- "Zaręczyliśmy się!"

Tini
-Jorge...
-Co?! Ale kiedy? Jak? Gdzie? Dlaczego?
-Nwm jak i dlaczego, ale wiem kiedy i gdzie...
-No to gadaj.
-No bo na tej imprezie co była to po niej rano obudziłam się w jego domu, z nim w łóżku i do tego naga! To jest jednoznaczna sytuacja! Spaliśmy ze sobą!
-Musisz mu o tym powiedzieć...
-Czyś ty o reszty ocipiała?
-On powinien wiedzieć że ma dziecko!
-No ciebie to jużż chyba pojebało! Nie będę mu niszczyć związku! On jest szczęśliwy be ze mnie...-spuściłam głowę żebyz ukryć łzy ściekające po mich policzkach.
-Ale Vilu jak im wytłumaczysz kogo to dziecko? Powiesz że poszła z jakimś facetem do łóżka a teraz nie wiesz kto to był? Uznają cię za jakąś dziwkę!
-Coś wymyślę ale teraz chcę żebyś tylko ty wiedziała. Proszę Mechi ufam ci...
-Dobrze ok nikomu nie powiem i ci pomogę ale musisz im powiedzieć a zwłaszcza Jorge.
-Dziękuję ci i obiecuję że im powiem ale nie teraz...
2 dni później
Jesteśmy w pizzerii bo spotkaliśmy się tutaj z powodu tego że Jorge chce nam coś powiedzieć. Do tego wziął ze sobą Vicky która ciągle mierzy mnie wzrokiem. Mam po dziurki w nosie tej plastikowej mendy! Nikt nie podejrzewa że jestem w ciąży, nadal wie tylko Mechi. Nagle Jorge i jego niunia wstali.
-Słuchajcie muszę wam coś powiedzieć...-zaczął.
-Zaręczyliśmy się!!!-dokończyła mu piskliwym głosikiem lalka barbie. 
Poczułam jak moje serce pęka na miliard kawałeczków a w moich oczach zbierają się łzy które szybko ścieram i powstrzymuje. Mechi patrzy na mnie i już wie o co chodzi... Dziewczyny myślą że mi przeszło ale Mechi jako jedyna zna prawdę o ciąży i moich uczuciach do Jorge. Wszyscy zaczęliśmy im gratulować. Poszłam do łazienki żeby trochę ochłonąć. Stanęłam przed lustrem kiedy nagle weszła Vicky.
-Słuchaj suko. Nie klej się tak do MOJEGO, powtarzam MOJEGO NARZECZONEGO bo pożałujesz. Mam swoje znajomości i mogę zamienić twoje życie w piekło!-nawrzeszczała na mnie.
-Po pierwsze nie nazywaj mnie tak! Po drugie to ty masz 8 ton tapety na twarzy nie ja! I ja się nie kleję to twojego kochasia który nie wiem co w tobie widzi bo jest moim przyjacielem i nie groź mi bo jesteś zwyczajną szmatą!-wykrzyczałam jej w twarz.
-Taka ty odważna?-kopnęła mnie w brzuch i wyszła.
Zwinęłam się na podłodze podkulając nogi. Postanowiłam pójść do domu. Z okropnym bólem i trudnością wstałam i poszłam do stolika moich przyjaciół.
-Słuchajcie nie czuję się za dobrze chyba pójdę do domu. Cześć.-wzięłam torebkę.
-Tini pójdę z tobą.-powiedziała Mechi. Ona już wiedziała że coś się stało.
-Ok to pa.-opowiedzieli wszyscy. Natomiast Vicky uśmiechnęła się triumfalnie. Wyszłyśmy z pizzerii a gdy skręciłyśmy za róg i stałyśmy koło samochodu Mechi oparłam się o ścianę, złapałam za brzuch i zaczęłam płakać.
-Tini co ci się stało?-zapytała zmartwiona Mechi.
-Poszłam do łazienki i wtedy  weszła Vicky, zagroziła że jak się nie odczepię od Jorge to zamieni moje życie w piekło i mnie zaczęła wyzywać no to ja też jej wszystko co mi leżało na seercu wykrzyczałam w twarz a ona mnie kopnęła z całej siły w brzuch.-powiedziałam z ledwością.
-A to szmata załatwię ją.
-Nie nic nie rób dam sobie radę ja nie będę mu niszczyć związku.
-Dobrze wsiadaj jedziemy do szpitala.
Wsiadłam do samochodu, gdy dojechałyśmy do szpitala lekarze zrobili mi kilka badań teraz czekam tylko na wyniki. Mechi jest ze mną na sali i trzyma nie za rękę. Dostałam silne tabletki przeciw bólowe bo mój brzuch był cały siny. Obawiam się najgorszego. Po chwili przyszedł lekarz.
-Pani Martino nie mam dobrych wieści...-zaczął.-Niestety ale straciła Pani dziecko. Przykro mi...
Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać. Dlaczego mnie to spotyka? Najpierw cierpię z miłości, potem z żałoby po rodzine, następnie z bólu, a teraz z utraty dziecka! A ja tak bardzo chciałam się nim zaopiekować. Mieć taką małą kruszynkę przy sobię. I nic z tego.zostałam na obserwacji i rano Mechi zabrała mnie do domu. Postanowiłam iść na cmentarz. Wyszłam z domu ubrana tak:
Było zimno. No w końcu to jesień. Weszłam na teren cmentarza. Nikogo nie było, może to i lepiej? Usiadłam na lawce i łzy automatycznie popłynęły po mich policzkach... Wszystko straciłam. zansę na miłość, rodzinę i dziecko. Tylko za co to wszystko? Za co? Zaczęłam nucić piosenkę którą napisałam razem z tatą i Angie...

Si te sientes perdido en ningun lado
Viajando a tu mundo del pasado
Si dices mi nombre yo te ire a buscar
Si crees que todo esta olvidado
Que tu cielo azul esta nublado
Si dices mi nombre te voy a encontrar
Es tan fuerte lo que creo y siento
Que ya nada detendra este momento
El pasodo es un recuerdo
Y los sueńos crecen siempre creceran

 Ya veras que algo se enciende de nuevo
Tiene sentido intentar cuando estamos juntos
Algo se enciende de nuevo
Tiene sentido intentar cuando estamos juntos
Cuando estamos juntos

Podemos sońar (podemos sońar)
Si sientes que nadie te espera
Que no encontraras la manera
Si dices mi nombre yo te ire a buscar
Si crees que es solo un recuerdo
Y que tu interiar esta desierto
Si dices mi nombre te voy a encontrar
Es tan fuerte lo que creo y siento
Que ya nada detendra este momento
El pasodo es un recuerdo
Y los sueńos crecen siempre creceran

Ya veras que algo se enciende de nuevo
Tiene sentido intentar cuando estamos juntos
Algo se enciende de nuevo
Tiene sentido intentar cuando estamos juntos
Cuando estamos juntos

Przez cały czas łzy leciały po moich policzkach.
-Dlaczego was tu niema?-wyszeptałam. Po chwili poczułam czyjąś rękę na ramieniu...

=============================================
Pam pam pam.
Siema.
Jak myślicie kto to będzie na tym cmentarzu?
Ja i jedna osoba wiemy ale wam nie powiemy huehuehue.
Tak Natalko mowa o tobie masz tą sławę xD
Ja zua zaręczyłam Jorge i "Barbie" ;p
Vilu straciła przez tą sucze dziecko :C
No co ja wiem że chcecie Jortini ale nie spamujcie bo to już niedługo xD
Tak Było LBA :3
Przypominam o konkursie!
Dzięki że komentujecie bo to mobilizuje.
Im więcej kom tym szybciej rozdział!
Ludzie jak ja daje szantaż na 3 komy to nie znaczy że mają być tylko 3 ma być 3 i więcej xD
A nie wy patrzycie: O są 3 komy to ja nie dodaje!
Z tym że ostatnio jeden kom był mój -,-.
Dobra nie gniewam się ale następnym razem ugryzę!
Zapraszam na bloga którego prowadzę z Natalką: http://solotienesqueustedmeama.blogspot.com
Narazie jest tylko prolog ale niedługo rozdział 1 więc zapraszam :*
Bayo Bo ja się z nowu rozpisałam.
Zapraszam do zakładek!

Blair <33

LBA!!!

Zostałam pierwszy raz nominowana do LBA przez Pati Stoessel z bloga http://jortini-inna-historia.blogspot.com za co bardzo jej dziękuję!!!

Oto pytania od Pati:


1. Kogo lubisz najbardziej z obsady Violetty?

Ja ich nie lubię... ja ich kocham! A chodzi o Tini, Jorge, Ruga i Mechi <3
2. Jedziesz na VL lub LT?
Być możże pojadę na koncert do Krakowa <3 *.*
3. Kiedy rozpoczynasz ferie? 
Już rozpoczęłam w piątek *.*
4. Gdzie chciałabyś pojechać? 
Do Argentyny lub Hiszpani <33
5. Podasz ulubione seriale? 
Violetta, Mój kumpel duch <33
6. Jaki jest twój ulubiony film? 
Zdecydowanie Igrzyska Śmierci *.*
7. Grasz na jakimś instrumencie? 
Na cymbałkach xD
8. Jakiego przedmiotu nienawidzisz? 
Polskiego, angielskiego i przyrody >.<
9. Ulubiony kolor? 
Niebieski i Fioletowy
10. Czytasz mojego bloga? Jeżeli tak to co o nim sądzisz? 
Czytam i uważam że jest świetny :*

Moje pytania:


1.Jak masz na imię?

2. Ile masz lat?
3.Kogo z obsady Violetty najbardziej lubisz?
4.Masz ulubione pary w V?
5.Jedziesz na VL lub LT?
6.Ulubiony kolor?
7.Masz jakieś zwierze?
8.Grasz na jakimś instrumencie?
9.Czego najbardziej nie lubisz w ludziach?
10.Co lubisz robić najbardziej?
11. Co sądzisz o moim blogu?

Ja nominuję:

1.http://baredtoyou-leonetta.blogspot.com
2.http://leonettaxv.blogspot.com
3.http://jortini-lovee.blogspot.com
4.http://leonettax.blogspot.com
5.http://if-we-only-live-once.blogspot.com
6.http://leonetta--opowiadanie.blogspot.com
7.http://leonetta-violetta-y-leon.blogspot.com
8.http://leonviolettayfranymarcoo.blogspot.com
9.http://leonettaxxx.blogspot.com
10.http://violetta-opowiadanie1.blogspot.com
11.http://jortini-inna-historia.blogspot.com

Papa Miśki :*


Blair<33

sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 10 - "Spierdalaj!"

Martina
Wyszliśmy z mojego domu i ruszyliśmy do klubu. Cały czas czułam na sobie czyjeś spojrzenie ale gdy się odwracałam to nikogo nie widziałam. Po pewnym czasie olałam to. W klubie wiele facetów się do mnie przywalało. Zastanawiałam się dlaczego Jorge nie przyszedł ze swoją dziewczyną. Vicky była specyficzna taka inna, zamknięta, niemiła i czasami arogancka. Nie wiem dlaczego on znajduję sobie takie dziewczyny? Stałam z Mechi przy barze kiedy poczułam czyjeś ręce na mojej talii. Odwróciłam się i zobaczyłam jakiegoś faceta.
-Hej mała jestem Diego. Masz ochotę wypróbować moje wargi a potem łóżko?-złapał mnie za pośladki i chciał pocałować.
-Spierdalaj!-szczeliłam mu z liścia i kopnęłam w krocze tak że upadł na podłogę.
-Wow nie wiedziałam że potrafisz być taka groźna.-zaśmiała się blondynka.
-Jak ktoś mnie wkurwia to tak.
Po trzech godzinach na imprezie wszyscy byli upici w trzy dupy. Tańczyłam właśnie z Mechi i Lodo kiedy znowu poczułam na swojej talii ręce. Tym razem ich nie zabrałam tylko tańczyłam dalej. Gdy po skończonej piosence zobaczyłam osobę za mną nie przejęłam się tym za bardzo. Mianowicie był to Jorge. Tańczyliśmy dalej kiedy nasz taniec stał się taki... erotyczny? Ocierałam się dziko o jego krocze, poczułam wybrzuszenie.
-Zmywamy się z tąd?-szepnął mi do ucha i je przyhryzł.
-Jasne.
Wyszliśmy z klubu i pojechaliśmy taksówką do jego domu. Na samym wejściu zaczęliśmy się brutalnie i namiętnie całować. Jorge wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni a tam chyba można się domyślić co się stało...
Rano
Obudziłam się z strasznym bólem głowy. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam że nie jestem w swoim domu, a obok mnie śpi Jorge i jestem naga! Kurwa tylko nie to!!!-klnęłam w duchu. Ubrałam szybko moje wczorajsze ubrania i poszłam do domu. Miałam nadzieję że on też nie będzie nic pamiętał i w tej chwili żyłam tylko tą nadzieją. Po wejściu do domu od razu zwymiotowałam. Potem poszłam się umyć bo miałam na sobie jeszcze 'ślady' wczorajszej nocy. Ogarnęłam się i poszłam zjeść śniadanie. Zrobiłam sobie tosty, kanapki i herbatę. byłam zdziwiona moim apetytem ale szybko zjadłam śniadanie które po chwili zwróciłam.To pewnie przez wczorajszy alkochol-pomyślałam. Zadzwonił mi telefon.
-Halo?
-Cześć Tini możemy do ciebie wpaść?-usłyszałam głos mamy.
-Tak jasne będzie mi miło.
-Ok to będziemy za pół godziny.
Rozłączyłam się i zaczęłam robić obiad
2 godziny później
Czekam i czekam a mojej rodziny dalej nie ma. Martwię się że coś im się stało. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
-Halo?-odebrałam.
-Dzień dobry jestem policjant Smith czy rozmawiam z Panną Martiną Stoessel?
-Tak coś się stało?
-Proszę Pani, pani rodzice i siostra mieli wypadek czy mogłaby pani przyjechać na miejsce?
-Tak już jadę.-rozłączyłam się i z drżącymi rękami wsiadłam w samochód. Byłam przerażona. Po 5 minutach dotarłam na miejsce. Wysiadłam z samochodu i podbiegłam do policjanta.
-Dzień dobry jestem Martina Stoessel co się stało?
-Dobrze że Pani już jest. Więc w samochód pani rodziny wjechał tir. Wszyscy zginęli na miejscu. Przykro mi.
Nie wiedziałam co powiedzieć, zalałam się łzami i wsiadłam do samochodu. Wyjęłam z portwela zdjęcie na którym byłam ja, Katie, Angie i tata. Spojrzałam na nie przez mgłę i ponownie wybuchłam płaczem. Dlaczego mnie to spotyka?-zapytałam. Najpierw mama a teraz oni. Dlaczego ja? Dlaczego? Co takiego zrobiłam?-łkałam. Ustaliłam wszystko z policjantem. Ciała zostały przewiezione do kostnicy, jutro zajmę się pogrzebem... o ile sama dam radę się nie zabić. Nie mogę tego zrobić mam dla kogo żyć... dla przyjaciół. Wsiadłam w samochód i pojechałam do domu. Zaraz po wejściu zgarnęłam pudełko z chusteczkami, album ze zdjęciami i poszłam na górę. Opadłam na łóżko i otworzyłam album. Zaczęłam oglądać zdjęcia:

Znowu rozryczałam się na dobre. Gdy patrzyłam na zdjęcia taty i Angie płakałam, a gdy oglądałam zdjęcia z moimi przyjaciółmi uśmiechałam się. Za to gdy znajdowałam zdjęcia moje i Jorge znowu robiłam się smutna ale płakałam cały czas. Usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Dzwoniła Mechi więc odebrałam.
-H-h-al-l-lo?-wyjąkałam przez łzy.
-Tini kochana co się stało?
-T-t-taa-t-t-ta, Aaa-a-a-angie i K-k-k-katie...
-Co z nimi?
-Nnnn-n-n-nie ż-ż-żyj-j-j-ją.-wybuchłam płaczem.
-Zaczekaj zaraz będziemy u ciebie!
Mechi
Gdy usłyszałam że rodzice i siostra Tini nie żyją wiedziałam już że ona nas potrzebuje. Wbiegłam do mojego salonu.
-Słuchajcie musimy w tej chwili jechać do Tini!!!-krzyknęłam.
-Ale co się stało?-zapytała zmartwiona Lodo. Wzięłam oddech.
-Jej rodzice i Katie nie żyją...-spuściłam głowę.
-Jedziemy.-powiedział powarznie Jorge.
-Tak już?-zapytał Nico.
-Kurwa Nicolas ogarnij się! Tak teraz ona nas potrzebuje, jej rodzice i siostra nie żyją, nie ma nikogo prócz nas a ty się pytasz czy już?!!!!!-nawrzeszczał na Nicolasa.
Nigdy nie widziałam Jorge w takim stanie. Wyszliśmy, zapakowaliśmy się do dwóch samochodów i pojechaliśmy. Jorge prowadził samochód w którym byłam ja, Rug, Lodo i Xabi, a Samu drugi z resztą. Po pięciu minutach byliśmy na miejscu. Weszłam bez pukania bo wiedziałam że Tini nie zamknęła drzwi, wiedziałam wszystko więc od razu wbiegłam na górę po schodach do sypialni Tini.
Widok który tam zastałam był straszny. Po całym pokoju walały się chusteczki, było ciemno zresztą jak w całym domu, na łóżku siedziała Tini w pidżamie i trzymała zdjęcie na które wciąż kapały łzy.
-Tini...-wyszeptałam. Ona podniosła na mnie wzrok. Była cała czerwona, miała oczy opuchnięte od płaczu. Jej dotąd mocno-brozowe, pełne radości, miłości i szczęścia były teraz blade, pełne łez, wypełnione smutkiem, żalem, cierpieniem i bólem. Bez wahania podbiegłam do niej i ją przytuliłam. Brunetka wtuliła się we mnie słabo (bo nie miała siły) i rozpłakała na dobre. Po chwili weszli wszyscy i stanęli jak wryci widząc Tini w takim stanie.
-Mmmechi dddlaczego? Ppppowwiedz dddllllaaaczzegggo?-wyjąkała załamana.
-Ciiiii, Tini nie wiem nie płacz wszystko będzie dobrze. Ciiiii.-uspokajałam ją.
Po 30 minutach było już w miarę dobrze.
-To powiesz nam jak to się stało?-zapytałam.
-Tak...spróbuję...-wzięła głęboki oddech.-Obudziłam się rano, ogarnęłam itp.... Potem zadzwoniła Angie z pytaniem czy mogą przyjechać. Zgodziłam się i zaczęłam robić obiad. Mieli przyjechać po półgodzinie natomiast nie było ich już 2 godziny. Dostałam telefon że mieli wypadek...i, i ,i ggdy przyjechałam nnna mmmiejsce poinformowano mnie że wwwwszycccy zzzzzzzzginnnnnęllllii na mmmmiejscccu...-znowu się rozpłakała i przytuliła tym razem do Jorge który siedział na łóżku obok niej.Wiedzieliśmy że sobie nie poradzi....
-Mam do was dwie proźby...-wyjąkała przytulona do Jorge.
-Jakie? Mów zrobimy wszystko.
-Zostańcie dzisiaj na noc i zorganizujcie jutro pogrzeb, proszę ja sobie sama nie poradzę i jeszcze zrobię coś głupiego...-wyszeptała
-Dobrze.
2 tygodnie później
Tini
Jesteśmy już po pogrzebie... Jestem taka wdzięczna moim przyjaciołom że mi pomogli. Nie dałabym sobie rady. Od tych dwóch tygodni ciągle wymiotuje, mam mega apetyt i dziwne humorki. Nie wiem co się dzieje ale to chyba jakieś zatrucie... Mechi zamieszkała ze mną dla pewności. Właśśnie schodzę po schodach, weszłam do salonu gdzie w fotelu siedziała blondynka. Nagle zakręciło mi się w głowie i opadłam na kanapę.
-Tini wszystko ok?
-Tak. Zakręciło mi się w głowie.
-Tini. Zawroty głowy, apetyt, humorki, wymioty? Ty się nie domyślasz co ci jest?
-Nie.
-Masz zrób to.-podała mi test ciążowy.
-Co ale to niemożliwe!
-Tini proszę cię...
-Dobrze.
Poszłam do łazienki, zrobiłam co trzeba a gdy zobaczyłam wynik to zamarłam. Był pozytywny!!!
Wyszłam z łazienki, podałam Mechi test i opadłam na kanapę. Mechi spojrzała i zaczęła i gratulować ucieszona, natomiast ja się rozpłakałam
-Tini! Jesteś w ciąży!
-Przecież wiem...
-To dlaczego płaczesz?-usiadła obok mnie.
-Bo wiem kto jest ojcem...
-Kto?
-Jorge...

===========================================
Pam, pam, pam!
Ja zua przerywam w takim momencie xD
Nie spodziewaliście się co?
Wiem że nie bo wiedziała tylko jedna osoba.
A mianowicie Natalie Verdas
Tak sister o tobie mowa masz 5 min sławy ;p
Tini straciła rodzinę i jest w ciąży z Jorge który ma dziewczynę.
Bidna :C
Wiem chcecie Jortini ale nie zdradzę kiedy będzie :P
Ogólnie to jest mega dłuuuuugie bo miałam wenę.
Za to nie mam jej ma OS'a więc zapraszam do zakładki 'Wasze Pomysły'
Potrzebuję pomocy.
I ogłaszam konkurs na OS'a!!!
Pracę wysyłajcie na ten e-mail: blairblanco.blog@wp.pl
Prace mają być o Jortini albo Leonettcie, mają być jednoczęściowe!!!
Są 3 miejsca i być może wyróżnienie.
Zapraszam!!!
Dedyk pod rozdziałem będzie dostawała osoba której komentarz najbardziej mi się spodoba ;D
Więc START pisać komy xD
Ten rozdział zawiera wulgaryzmy... taa skusiłam się xD
Dobra bo się rozpisałam ;D
Bay :*

Blair <33

Rozdział 9 "Impreza"

Rozdział dedykuję Natalie Verdas! Koffam Cię <33
Jorge
-Co?!-wszyscy zapytali zdezorientowani.
-No bo wczoraj mnie Tini szturchnęła żebym się rozglądnął i zobaczyłem Mechi i Rugga, Xabiego i Lodo, Cande i Samu no i Facu i Albę i wszyscy się całowaliście po kątach...-odpowiedziałem na jednym wdechu.
-Co? No ale... my no ten... bo wiesz... no bo to było... no my i oni..... i ten i tamten.... no wiesz...-wszyscy zaczęli się się jąkać kiedy nagle ktoś wszedł do domu.
Martina
Postanowiłam wrócić żeby się nie martwili. Weszłam do domu a z salonu dobiegały jakieś zakłopotane głosy moich przyjaciół, które ucichły gdy weszłam. Poszłam do salonu a dziewczyny rzuciły mi się na szyję krzycząc że się martwiły itp.
-Spokojnie byłam u Taty i Angie tak jak mówiłam. Tylko taty nie było więc pogadałam chwilę z Angie i to tyle.-wyjaśniłam.
-Dobrze jak coś to my dzisiaj zostajemy u ciebie na noc tylko pójdziemy po ubrania do domu.-wyszeptała mi Mechi do ucha.
-Ok tylko niech was chłopaki odprowadzą bo jest już ciemno i się o was boję.-powiedziałam.-Jasne?-tym razem skierowałam to dochłopaków.
-Tak jest mamo!!!-wszyscy zasalutowali.
Pożegnałam się z nimi i wyszli. No nic zostało mi tylko przygotowanie pidżama party. Wyciągnęłam z szafki żelki, chipsy i pianki które zostały po parapetówie. Zrobiłam też sałatkę owocową i postawiłam na stole wraz z sokami, żelkami itp.  Gdy wszystko było gotowe usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć moim przyjaciółką.
-Heeeeejj!!!-krzyknęły i mnie przytuliły.
-Cześć kochane! Muszę was ostrzec.-powiedziałam powarznie.
-Przed czym?
-Przed niesamowitą dawką zabawy, wzruszeń i nienormalności!!!! Czy jesteście gotowe?!
-Tak!!!!-krzyknęły i wbiegłyśmy do śśrodka.
Poszłyśmy do mnie przebrać się w pidżamy:
Pidżamy

(1-Tini,2-Mechi,3-Lodo,4-Cande,5-Alba)
Gotowe poszłyśmy do sali kinowej oglądać komedie romantyczną. Po obejrzeniu zdecydowałyśmy się na Titanica. Ryczałyśmy jak głupie. Ruszyłyśmy na górę do mojego pokoju. Czas na wyznania.
-Dziewczyny muszę wam coś powiedzieć...
-Co? takiego?
-No bo na tej imprezie wczoraj. To ja zatańczyłam z Jorge i wtedy noo...-miałam już łzy w oczach.
-Tini co się tam stało?
-No pocałowaliśmy się!-wybuchłam płaczem.
-Kochana ale to chyba dobrze?
-Wy nic nie rozumiecie! Ja się w nim zakochałam, chciałam mu to dzisiaj powiedzieć ale on mi przerwał i powiedział że to nie ma sensu, żebyśmy zapomnieli bo to było pod wpływem alkocholu!
-Co?!
-Skopię mu tyłek.-powiedziała Mechi.
-Jak on mógł?-dołączyła się Lodo.
-Już nie żyje.-wykrzyczały wszystkie razem.
-Nie dziewczyny nic mu nie róbcie! To jego wybór i moja wina. Muszę zapomnieć. Nie chcę cierpieć...
2 lata później
Przez te dwa lata dużo się działo. Mianowicie nasze imprezowe pary są razem. Powstała Rugedes, Xabianica, Faculba i Samunde. Jorge ma dziewczynę... A ja? Ja jestem sama do tej pory. Nie odkochałam się, niestety. Ale mój tata i Angie, a w sumie to mama wzięli ślub i mają dziecko. Katie jest słodka obecnie ma roczek. Właśnie szykuję się na imprezę z moimi przyjaciółmi. Gdy byłam gotowa przyszli po mnie i wyszliśmy. My wyglądałyśmy tak: xD
=======================================
Hej 
Krótki bo nie mam czasu ale następny dzisiaj albo jutro i będzie długi i duuużooo będzie działo
Pozdrawiam
Papa
Blair <33

czwartek, 15 stycznia 2015

Ponad 1000 wyświetleń!!!!

Jesteście wielcy i spodziewajcie się mojego OS'a :*** Dziękuję za 1000 wyświetleń. Rozdział 9 jutro :*

Blair <33

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Do MOJEJ Natalie Verdas!!!

Skontaktuj się ze mną!!! Pod tym postem napisz gdzie będziemy się kontaktować :* O to możliwości <33
GG: 52600690
e-mail: blairblanco.blog@wp.pl
ask.fm: http://ask.fm/BlairBlanco
FB: https://www.facebook.com/blair.blanco
NK: http://nk.pl/#profile

Proszę o pilny kontakt!!!

Blair <33

Rozdział 8. - "Zapomnij o tym..."

Rozdział dedykuję Arianie Forever, dziękuję Ci za tak motywujące komentarze :*

Tini
Obudziłam się rano na kanapie w moim domu. Ziewnęłam, przeciągając się. Rozejrzałam się i zobaczyłam że leżę przytulona do... Jorge!!! Zeskoczyłam z kanapy jak oparzona, na szczęście nikogo nie obudziłam. Zaczęłam rozglądać się po pokoju, wszędzie spali moi przyjaciele. Rozglądałam się powstrzymując śmiech. Na stole spał Nico z twarzą całą wymalowaną markerem, na dywanie zobaczyłam Lodo i Cande przytulone do siebie. Poszłam do kuchni i to co tam zobaczyłam także zwaliło mnie z nóg. W szafce spał skulony Facu, cały w mące, a na blacie z głową w zlewie i przytulający golonkę Rug. Ruszyłam dalej. Weszłam do łazienki gdzie napotkałam Mechi w wannie i Xabiego pod prysznicem. Wyglądali strasznie komicznie. Mechi przytulała szampon, Xabi ssał kciuk i tulił się do mydła. Postanowiłam robić im zdjęcia więc po sfotografowaniu gości w łazience wróciłam do kuchni a potem do salonu i zrobiłam to samo. Wszyscy smacznie spali więc po cichu ruszyłam ku schodom na górę. I co tam zobaczyłam? Samu leżącego na nich, był cały rozwalony. Zrobiłam mu zdjęcie i poszłam do mojej sypialni. Tam natomiast w fortepianie spała Alba, przytulając jednocześnie mojego miśka. Zaśmiałam się cicho, zrobiłam jej kilka zdjęć i przysiadłam do instrumentu. Zagrałam kilka dźwięków, budząc przy tym Albę. Biedna zaczęła się rozglądać nie mając pojęcia co się dzieje. A ja siedziałam przed nią i się śmiałam.
-Tini! Co się dzieje? Dlaczego to zrobiłaś?!-zaczęła na mnie krzyczeć.
-Ciii. Nie tak głośno bo obudzisz innych a zależy mi na samodzielnym wykonaniu tej czynności.-uspokajałam ją.
-Aaaaa... Dobra już rozumiem.  czyli ja byłam pierwsza do pobudki?
-Tak. Obeszłam już wszystkich i porobiłam zdjęcia jak wszyscy będziecie wybudzeni to wam pokarze.-zaśmiałam się pod nosem.
-Oż ty. Ja ci dam nam zdjęcia robić jak śpimy.-zaśmiałyśmy się obie.
-Dobra to dasz mi później, a teraz chodź tylko po cichu.
Wyszłyśmy powoli z pokoju, ja zgarnęłam po drodze szklankę z wodą. Po cichu podeszłyśmy do Samu. Alba nie mogła powstrzymać śmiechu ale zatkałam jej usta ręką. Wylałam całą szklankę wody na naszego przyjaciela, a on zerwał się jak poparzony. Wytłumaczyłyśmy co się dzieje i ruszyliśmy we trójkę do łazienki na dole. Oczywiście po wejściu do pomieszczenia musiałam ich uspokajać bo zaczęli się chichrać. Podeszłam do Mechi i odkręciłam letnią wodę, w tym samym czasie Alba odkręciła wodę pod prysznicem ale nie była tak łaskawa jak ja dla Mechi bo woda która spłynęła na Xabiego była lodowata. Mechi zaczęła się powoli budzić, natomiast nasz kochany przyjaciel wyparował z kabiny jak głupi i zaczął biec co w efekcie dało walnięcie głową w ścianę. Nikt nie mógł pohamować śmiechu, musieliśmy zakrywać buzię rękoma albo ręcznikami. Wytłumaczyliśmy Mechi i Xabiemu wszystko i ruszyliśmy do kuchni nie tylko obudzić dalszą część przyjaciół ale też po lód Xabiego. Weszliśmy na palcach do kuchni. Samu podał Xabiemu lód, a ja i Mechi dałyśmy Facu bitej śmietany na ręce. Mechi wzięła piórko i zaczęła łaskotać nim Facundo po twarzy, a Alba odkręciła wodę w kranie. Rug zerwał się rozglądając w około, a Facu zdezorientowany otworzył powoli oczy i zaczął zlizywać bitą śmietanę która przed chwilą wylądowała na jego twarzy. Gdy chłopaki ogarnęli sytuację postanowiliśmy ruszyć do salono-jadalni. Chłopaki mieli obudzić Nico, dziewczyny Lodo i Cande a ja Jorge. Podeszłam powoli do niego i nagle przypomniało mi się co się wczoraj stało. Całowałam się z Jorge! On wyglądał teraz tak słodko w rozczochranych włosach, przytulając moją poduszkę. Zrobiłam mu jeszcze raz zdjęcie i przystąpiłam do budzenia. Wzięłam garnek i łyżkę, podeszłam po cichu do Jorge, wszyscy już nie spali i patrzyli na mnie. 
-WSTAWAJ!!!-krzyknęłam mu do ucha i zaczęłam walić w garnek łyżką. On sturlał się z kanapy i zaczął się rozglądać po pokoju.
-Co? Co się stało?! Pali się?!-wszyscy zaczęliśmy się śmiać-Serio musieliście mnie budzić w taki sposób.-dodał widząc jak tarzamy się po podłodze ze śmiechu.
-Mogliśmy ale tak było ciekawiej.-powiedziała Mechi po między napadami śmiechu.
-Dobra Tini jesteśmy wszyscy, pokarz na w końcu te zdjęcia.-wydusiła Alba.
-Co? Jakie zdjęcia?!-zapytali wszyscy po za naszą czarnowłosą przyjaciółką.
-No więc tak obudziłam się rano jako pierwsza i pomijając fakt że Jorge kleił się do mnie przez sen.-wtedy wszyscy zaczęli się śmiać a Jorge spuścił głowę.-no więc poszłam na "zwiedzanie" własnego domu i jak zobaczyłam w jakich miejscach śpicie po prostu nie mogłam się oprzeć i zrobiłam wam zdjęcia. - wytłumaczyłam.
-No to dawaj pokazuj.-oznajmiłą Lodo.
Usiadłam na kanapie a wszyscy koło mnie lub za mną. Zaczęłam pokazywać zdjęcia, nikt nie mógł opanować śmiechu, a zwłaszcza jak wszyscy zobaczyli Rug'a z golonką. Po oglądaniu zdjęć wszyscy się ogarnęli. My wyglądałyśmy tak:
 Na lato
(od autorki: 1-Mechi,2-Tini,3-Lodo,4-Cande,5-Alba)
Było bardzo ciepło więc postawiłyśmy na sukienki i Alba na spudniczkę. Zeszłyśmy na dół i garnęliśmy dom, a potem zjedliśmy śniadanie. Podczas gdy moi przyjaciele oglądali TV ja postanowiłam się przewietrzyć. Wyszłam na balkon. Oparłam się o balustradę i pogrążyłam w myślach patrząc w przestrzeń. Po chwili usłyszałam jak ktoś wchodzi na balkon, odwróciłam się i zobaczyłam że tą osobą był Jorge.
-Hej co robisz?-zapytał.
-W sumie to nic... Emmm... Jorge bo słuchaj bo to co się stało wczoraj na imprezie ten nasz poc...
-Tak, wiem co teraz powiesz że to nie powinno się wydarzyć i że powinnyśmy o tym zapomnieć bo jesteśmy przyjaciółmi. Zresztą ja też tak sądzę, to było pod wpływem alkoholu, nie wiedzieliśmy co robimy.-przerwał mi. Po usłyszeniu tych słów moje serce pękło na miliard kawałków.
-Tttak mmasz rację to nie powinno się wydarzyć. Przepraszam...-powiedziałam i weszłam do salonu.
-Słuchajcie ja muszę na chwilę iść do Taty i Angie wrócę za około godzinę ok?-zapytałam.
-Spoko.-odpowiedzieli hurem.
Zgarnęłam torebkę i wyszłam z domu. Kiedy już minęłam zakręt łzy które dotychczas tłumiłam i zatrzymywałam spływały już swobodnie po moich policzkach wraz z makijażem. Byłam załamana bo ten pocałunek wiele dla mnie znaczył i już wiedziałam że Jorge to ten jedyny ale niestety on dla mnie może być tym jedynym a ja dla niego jedną spośród milionów dziewczyn. Tak strasznie mówiło mi się te ostatnie słowa na balkonie. A jedno zdanie ciągle krąży po mojej głowie "To nie powinno się wydarzyć, zapomnijmy o tym...". Gdy o tym myślę serce pęka mi jeszcze bardziej. "Dlaczego?,Dlaczego ja?"-pytam sama siebie lecz nie potrafię znaleźć na to odpowiedzi. Przy tym pocałunku czułam się jak w niebie, przy nim czuję się jak w niebie, to on jest moim całym niebem. Gdy jest koło mnie czuję takie ciepło i bezpieczeństwo nigdy takiego czegoś przy nikim jeszcze nie czułam. Byłam już przed moim starym domem gdy wróciłam do rzeczywistości. Wytarłam zapłakaną twarz i zapukałam. Otworzyła mi uśmiechnięta Angie. Gdy mnie zobaczyła w takim stanie od razu posmutniała.
-Tini co ci się stało wejdź to pogadamy.-zaprosiła mnie do środka.
-Taty nie ma?-zapytałam.
-Nie wyjechał na 2 dni i wróci jutro.-wytłumaczyła.
-No dobrze to nawet lepiej wolę o tym porozmawiać z tobą.
-Dobrze więc słucham.
-Ok zacznę od tego że się zakochałam... Ale niestety bez wzajemności. Pamiętasz Jorge?-przytaknęła-No więc wczoraj zrobiliśmy u mnie parapetówę. Podczas imprezy poprosił mnie do tańca i leciała akurat wolna piosenka, tańczyliśmy tak i w pewnej chwili pocałowaliśmy się. Przez resztę wieczoru unikaliśmy siebie. A to było takie magiczne, takie wspaniałe. Dzisiaj chciałam mu wyznać że to dla mnie wiele znaczy i jak zaczęłam mówić to on mi przerwał i powiedział że wie co chcę powiedzieć. Wtedy powiedział że on też uwarza że to nie powinno się wydarzyć bo byliśmy pod wpływem alkoholu i ja mu to potwierdziłam bo co miałam zrobić? A to tak strasznie boli...-przy końcu już ryczałam wtulona w Angie...
Jorge
Ten pocałunek z Tini dużo dla mnie znaczył ale gdy zobaczyłem jej nie pewność to było już dla mnie pewne że nic do mnie nie czuje. Ale później tak jakoś posmutniała i wyszła do swojego taty i Angie. Może jednak coś jest na rzeczy? Nie na pewno nie! Usiadłem na kanapie w salonie.
-Ej a wy w ogóle pamiętacie że się całowaliście wczoraj? -zapytałem.
-Co?!  ...

================================================
Pam, pam, pam!
Siemano kochani!
Tak za nami rozdział 8.
Jezu jak to szybko leci...
Tak ja wiem że wy chcecie Jortini :3
Ale oni dłuuuuuugo nie będą razem.
Za to pojawią się inne pary.
Miłośnicy Rugedes'y i Xabianic'i znajdą tu szczęście =3.
Jakoś wasze komentarze mnie zmotywowały do napisania ósemki.
Dziękuje że komentujecie :).
No to taki szantarzyk ;3
3 komemtarze = rozdział 9 
Rozdział pojawi się niedługo jak będę miała czas :).
Bay :*

Blair <33

Obserwatorzy